czwartek, 15 marca 2018

3 ways to wear camel coat - Look of the day (41)

3 ways to wear camel coat - Look of the day (41)

Kochani!

Cała modowa blogosfera aż kipi od wiosennych stylizacji. Lekkie płaszczyki, kwieciste sukienki i półbuty. I wszystko ładnie pięknie, ja sobie zdaję sprawę z tego, że sklepy pękają już w szwach od nowych kolekcji, że trzeba je wypromować i zachęcić do zakupów. Tylko że jak to się ma do sytuacji za oknem, no jak? Było kilka dni cieplejszych, słonecznych, owszem, ale póki co nadal chłód, wiatr, a weekend zapowiada się nawet mroźnie i śnieżnie.
Dlatego ja, jako praktyczna matka-blogerka-nieidącaztrendami ;) postanowiłam pokazać dziś trzy stylizacje, które będą doskonale wpisywać się w aktualną aurę i pozwolą Wam czuć się i swobodnie, i modnie, i nawet Wam pupa nie zmarznie w razie czego.

Do wszystkich zestawów wykorzystałam beżowy, wełniany, ciepły choć bardzo lekki płaszcz, który jest na tyle uniwersalny w kroju i kolorze, że można go zakładać dosłownie do wszystkiego. Jeśli nagle jednak wiosna postanowi zrobić nam niespodziankę i niekoniecznie będziemy miały ochotę nosić na sobie wełnę, to spokojnie rzeczony płaszcz możemy zastąpić lekki trenczem (np. takim klik).
Wełniany beżowy płaszcz z Mango wpadł mi już w oko podczas Black Friday (pamiętacie ten wpis?). Niestety nie udało mi się go wtedy kupić i ostatecznie podczas zimowych wyprzedaży nabyłam nieco inny model, z którego jestem nawet bardziej zadowolona. Jest ciepły, lekki, dobrze skrojony i bardzo wygodny w noszeniu. Ciut się gniecie, ale to wełna, więc wybaczam.

Pierwszy zestaw na chłodniejsze dni (czyli np. na nadchodzący weekend) to wspominany główny bohater czyli wełniany płaszcz, pod nim również wełniany golf, czarne rurki, czarne oficerki i duża skórzana shopperka. Zestaw na zakupy, na spacer, do tzw. polatania po mieście.

Płaszcz - Mango, Sweter - Tchibo, Rurki - Orsay, Buty - Geox, Torba - Joop!, Rękawiczki - Mohito






Drugi outfit, mega wygodny, typowo casualowy. Jeansy, bluza i adidasy to połączenie które zakładałabym najchętniej codziennie. W tym zestawie na uwagę zasługują przede wszystkim buty, których historię możecie przeczytać w tym poście.

Płaszcz - Mango, Spodnie - Zara, Bluza - Gap, Buty - Adidas Originals Superstar






I trzecia stylizacja, najbardziej wiosenna. Sukienka i skórzane oficerki, które w dowolnej chwili możemy zmienić np. na zamszowe botki czy balerinki, a ciepły płaszcz na lekki trencz.

Płaszcz - Mango, Sukienka - Promod, Rajstopy - Calzedonia, Buty - Deichmann, Torebka - Simple





Zdjęcia - Kris 

Pozdrawiam serdecznie :)
Bati

Ubierz się podobnie do mnie :)

poniedziałek, 12 marca 2018

Pina Colada Cake czyli torcik kokosowo-ananasowy

Pina Colada Cake czyli torcik kokosowo-ananasowy

Kochani!

Wpadam dziś do Was ze wspaniałym i oczywiście łatwym przepisem na przepyszny tort kokosowo-ananasowy.
Tort Pina Colada, goszczący na urodzinowym stole mojego męża, powstał w wyniku tęsknoty za latem, słońcem i ciepełkiem. Ananas i kokos, które nieodłącznie kojarzą się z jednym ze słynniejszych karaibskich drinków "Pina colada" stały się inspiracją do powstania niezwykle smacznego i lekkiego tortu.

Składniki na tort o średnicy ok 23 cm:
5 jajek (w temperaturze pokojowej)
120 g mąki pszennej
40 g ciemnego prawdziwego kakao
120 g drobnego cukru do wypieków (może być zwykły)
pół puszki ananasa w kawałkach wraz z sokiem
śmietanka kokosowa (mleko kokosowe w puszce schładzamy w lodówce i zbieramy z góry samą śmietankę)
400 g mascarpone (schłodzone min. 24 h w lodówce)
400 ml śmietanki kremówki (schłodzone min 24 h w lodówce)
2 łyżki cukru pudru
50 g wiórków kokosowych
kilka łyżek wody niegazowanej
kilka łyżek jasnego rumu (opcjonalnie)


Biszkopt kakaowy:

Oddzielamy białka od żółtek i ubijamy je na sztywno. Pod koniec ubijania dodajemy łyżka po łyżce cukier i nadal ubijamy, aż do powstania sztywnej i błyszczącej piany. Dodajemy kolejno żółtka, miksując dokładnie po każdym. Do masy wsypujemy uprzednio przesianą mąkę i kakao. Delikatnie mieszamy szpatułką do połączenia składników. Lepiej nie używajmy miksera, biszkopt będzie wyższy i bardziej puszysty bez miksowania. Ciasto przelewamy do tortownicy, wyłożonej papierem do pieczenia (samo dno, boków niczym nie smarujemy). Pieczemy ok. 40 min w temp. ok. 160 stopni do suchego patyczka. Bezpośrednio po upieczeniu wyciągamy tortownicę z piekarnika i upuszczamy ją na blat (podłogę) z wysokości ok. 40 cm. Spowoduje to ulotnienie się zbędnych pęcherzyków powietrza i biszkopt nie opadnie. Zostawiamy go w tortownicy do wystygnięcia i wyciągamy dopiero wtedy, gdy będzie zupełnie zimny, obkrawając lekko boki.
Jeśli nie lubicie biszkoptu kakaowego (jest lekko wytrawny), możecie przygotować biszkopt jasny. Wtedy kakao zastępujemy mąką ziemniaczaną (np. jak w tym przepisie na tort mojito)

Krem:
Mascarpone i kremówkę umieszczamy w naczyniu i miksujemy do powstania gęstego kremu. Nie ma potrzeby ubijania wpierw kremówki. Obiecuję, że krem zgęstnieje :) Dodajemy śmietankę kokosową, wiórki, cukier puder i miksujemy do połączenia.

Do nasączenia biszkoptu:
Sok z ananasa mieszamy z kilkoma łyżkami wody. Jeśli tort przeznaczony jest tylko dla dorosłych, możemy dodać również kilka łyżek jasnego rumu. Wtedy smak Pina Colada będzie odwzorowany idealnie :)


Składamy torcik:
Biszkopt przekrawamy na 3 blaty. Najgrubszy z nich nasączamy kilkoma łyżkami soku, smarujemy kremem (ok. 1/4 całości) i wykładamy połowę ananasa. Przykrywamy kolejnym blatem, również nasączamy, smarujemy kremem i wykładamy resztę ananasa. Kładziemy ostatni blat, który również ponczujemy. Resztą kremu smarujemy wierzch tortu i boki. Dowolnie dekorujemy. Tort schładzamy w lodówce min. 3-4 godzimy.

Smacznego!
Bati


środa, 28 lutego 2018

Cosmelan - genialny zabieg dla każdej cery

Cosmelan - genialny zabieg dla każdej cery

Dzień Dobry :)
Wpadam dziś do Was z tematem, który spędza sen z powiek prawie każdej z nas, a jest nim kondycja naszej cery. I w sumie nie ma większego znaczenia, w jakim wieku jesteśmy, gdyż zawsze jest coś, co nas niepokoi, denerwuje bądź po prostu nam się nie podoba. Czy to nadmierne przesuszenie, naczynka, rozszerzone pory, przetłuszczanie się, trądzik, zaskórniki itd. Nie wspominając już o zmarszczkach, przebarwieniach czy niezdrowym kolorycie. 

Oczywiście na każdy z tych problemów producenci kosmetyków mają swoje najlepsze, najnowsze i najbardziej efektywne rozwiązania. I o ile mamy do czynienia z drobnymi niedoskonałościami, to faktycznie produkty z drogerii są w stanie nam pomóc. W przypadkach poważniejszych zaczynamy sięgać po kosmetyki apteczne, tzw. dermokosmetyki bądź udajemy się do specjalistów, czyli kosmetyczek, kosmetologów czy dermatologów. I tutaj moja pierwsza rada, a raczej wskazówka, jeśli Twój problem wykracza poza odwodnioną cerę, dwa pryszcze na nosie czy błyszczące czoło, to wal od razu do konkretnego lekarza, dermatologa czy lekarza medycyny estetycznej. Żaden, ale to żaden krem, zabieg u kosmetyczki na produktach ogólnie dostępnych nie da Ci konkretnych, długotrwałych rezultatów. Już kiedyś Wam wspominałam (a dokładnie tutaj), że na zmarszczki to jedynie Dr Gojdź pomaga, a nie jakieś tam kremy, nawet po kilkaset złotych.
Posłuchajcie starszej koleżanki (bo mam już prawie 40 lat i wiem, co mówię ;) Byłam dwa razy w życiu  zadowolona po zabiegu na twarz, raz po tym jak użyto igieł i strzykawek (bolało trochę, ale warto), drugi raz właśnie po zabiegu który opisuję poniżej. Reszta przypadków, to efekty na jeden wieczór lub ewentualnie kilka dni, ale za takie rezultaty płacić nie warto, gdyż doskonale poradzicie sobie same w domu.  Jeśli macie konkretniejsze problemy z cerą i raz spróbujecie profesjonalnego zabiegu, już nigdy żaden krem czy wizyta u kosmetyczki Was nie usatysfakcjonuje.


Ale do rzeczy.
Zabieg Cosmelan, bo o nim dziś mowa jest dostępny na naszym rynku już od dość dawna. Dlaczego wykonywany jest stosunkowo rzadko? Bo jest drogi i hardcorowy :) Ale gwarantuję, że skuteczny, a jego efekty są długotrwałe.
Dlaczego poddałam się temu zabiegowi? Długo by pisać. Przede wszystkim jest to jeden z najskuteczniejszych zabiegów nieinwazyjnych, likwidujących przebarwienia hormonalne, posłoneczne, pozapalne i wszystkie inne. Poza tym reguluje wydzielanie sebum, zwęża pory, wygładza, oczyszcza, likwiduje drobne zmarszczki, napina i odświeża skórę. Zastępuje oczyszczanie manualne, peelingi ziarniste, kawitacyjne, mikrodermabrazję. Czegóż chcieć więcej? Trzeba się poddać i koniec.
Cosmelan jest rodzajem głębokiego peelingu chemicznego z aktywnymi składnikami takimi jak:
Kwas kojowy
Kwas fitowy
Arbutyna
Palmitynian retinolu
Kwas askorbowy 
Peeling wykonujemy dwuetapowo. Pierwszy etap polega na oczyszczeniu specjalnym preparatem powierzchni, która będzie poddana zabiegowi, a następnie nałożeniu peelingu. To odbywa się w gabinecie lekarskim. Następnie udajemy się do domu. Proponuję nie przemieszczać się środkami komunikacji miejskiej, gdyż peeling, a raczej maska ma kolor musztardy, więc wyglądamy niespecjalnie wyjściowo ;) 
Po 4-6 godzinach (w moim przypadku było to 8 godzin, bo cera mocno przebarwiona i tłusta) zmywa się nałożony krem i smaruje twarz kremem Hydra Vital K albo innym baaaaaardzo nawilżającym (np. Physiogel albo Cicaplast z Laroche) przez 2 kolejne dni. W tym czasie twarz lekko puchnie, jest bardzo zaczerwieniona, piecze, swędzi. Ja w pierwszej dobie miałam nawet gorączkę i dreszcze. Do lustra lepiej nie spoglądać, bo można paść na zawał. Raczej nie ma szans na jakiekolwiek wyjście poza cztery ściany :)
Po tym czasie, zaczynamy stosować krem Cosmelan 2, dwa razy dziennie na 3-4 godziny. Schemat tej terapii domowej jest ustalany indywidualnie dla każdej osoby w zależności od fototypu i rodzaju skóry. To bardzo ważne, żeby nie działać samemu i "na oko". 
Po 2 tygodniach od zabiegu udajemy się na wizytę kontrolną, podczas której lekarz ustala dalszy schemat leczenia. U mnie były to kolejne dwa tygodnie smarowania, po 3-4 godziny na dobę.
Podczas tego miesiąca skóra jest cały czas podrażniona, łuszczy się, jest napięta, różowo-czerwona, trochę piecze. Nie ma mowy o makijażu, nawilżanie nonstop. Po ok. 3 tygodniach mamy już serdecznie dość, wkurza nas ten ciągły dyskomfort, to smarowanie i w ogóle wszystko. Wtedy zaczynają pojawiać się pierwsze efekty i świat staje się piękny :):):) 

Powiem tak, ja byłam zadowolona baaaardzo. Praktycznie nie musiałam stosować podkładu. Skóra była jasna, gładka, bez zanieczyszczeń, jak po oczyszczaniu manualnym, napięta, jędrna. W trakcie zeszło mi chyba z 10 warst skóry, więc wyobrażacie sobie, jak nowa świeża skórka może fantastycznie wyglądać. Musimy jednak pamiętać, że plam nie pozbędziemy się raz na zawsze. Zabieg Cosmelan nie zwalczy przyczyn przebarwień tylko skutki. Jesli znowu wystawimy się na słońce, czy będziemy przechodzić burzę hormonalną, np. w ciąży, musimy liczyć się z tym, że plamy powrócą. Zabieg oczywiście możemy powtarzać, nie częściej jednak niż raz -dwa razy w roku

Zabieg kosztuje ok. 2000 zł, łącznie z wszystkimi kremami, wizytami itd. Ja otrzymałam dodatkowo saszetki z kremami nawilżającymi, płyny micelarne do zmywania kremu oraz zapewnienie, że będę zadowolona. Mogłam także w każdej chwili dzwonić do gabinetu i pytać, rozwiewać wątpliwości. Uwierzcie mi, że kilka razy miałam ochotę zadzwonić, widząc swoje odbicie w lustrze ;)

Bardzo ważne!!! Pamiętajcie o wykonywaniu zabiegu w renomowanych salonach lub nawet lepiej u dobrych lekarzy dermatologów, dr medycyny estetycznej itp. To bardzo ciężki zabieg, którym można sobie zrobić bardzo wiele krzywdy, łącznie z oparzeniem i bliznami. Także nie ryzykujcie!!!

Zabieg można wykonywać o każdej porze roku, pamiętając o stosowaniu wysokich filtrów przeciwsłonecznych, tj. 50 +. Ja polecam wykonywanie go w zimie, gdyż wtedy nasza ekspozycja na słońce jest jednak mniejsza. Tak więc ostatni dzwonek jest teraz, nie będziecie żałować, słowo :)
Pozdrawiam ciepło z mroźnego południa!
Bati

 Więcej o kremach możecie przeczytać tutaj


Copyright © 2016 Bati RULEZ - Lifestyle blog , Blogger