wtorek, 12 września 2017

Best of August

Best of August

Kochani!

Dziś spóźniony "Best of August" :)

Powiem szczerze, że już nawet nie próbuję się Wam tłumaczyć z częstotliwości umieszczania postów na blogu. Po prostu nie mam czasu i sił. Postów "w trakcie" mam chyba z 8 i żadnego nie mogę ukończyć. Nie lubię wrzucać na bloga byle czego, tak tylko żeby coś się ukazało i te 2-3 posty tygodniowo były odbębnione. Nie, nigdy nie będę tak postępować, nawet kosztem mniejszej ilości publikacji. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, bo na wartościowe treści warto moim zdaniem czekać :)

Co zatem wydarzyło się w sierpniu 2017? :)

TOP5 Instagram :

Na czele jedno z moich ulubionych zdjęć na blogu, więc wcale mnie nie dziwi, że i Wam się spodobało. Pochodzi ono z tego wpisu :)

Wielki come back w mojej kosmetyczce :) Szczegóły poniżej.

Poranek w naszej jadalni

Breakfast in bed ;)

Jeden z najcudowniejszych aromatów świata...aromat świeżej kawy

Jeśli jesteście ciekawi innych moich zdjęć na Instagramie, to zapraszam Was do odwiedzenia mojego profilu, który znajdziecie np. tutaj

Wasz ulubiony sierpniowy wpis na blogu to bezdyskusyjnie odświeżenie jednego ze starszych postów, dotyczącego podkładów dla cer problematycznych. Ponownie do boju stanęły produkty Estee Lauder Double Wear oraz Dr Irena Eris Provoke. Kto wygrał tym razem? Sprawdźcie tutaj



W sierpniu w dalszym ciągu walczyłam z tematami dotyczącymi budowania własnej marki w blogosferze. I tak jak Wam obiecywałam w "Best of July" (klik) są już pierwsze efekty.
Jestem na nowej domenie :) Juhuuuuu :) Wreszcie mam swoją własną nazwę strony i adres e-mail. Jeśli jeszcze nie zauważyliście przekierowania, to uroczyście oznajmiam, iż znajdujecie się na stronie www.batirulez.pl :) Mój nowy adres kontaktowy to kontakt@batirulez.pl . Także piszcie śmiało, zaglądajcie często, bo budujemy na nowo zasięgi, społeczność i pozycję w wyszukiwarkach.


Sierpień to także miesiąc moich urodzin...szkoda gadać których w tym roku ;) Tym razem ugościłam moich najbliższych pysznym deserem o smaku mojito. Jeśli macie ochotę przygotować ekspresową, limonkowo-mietową pychotę w stylu tiramisu, to wpadajcie szybciutko tutaj.


W drugim wakacyjnym miesiącu, który był wyjątkowo pogodny, upalny i bardzo słoneczny, zorganizowaliśmy sobie także kilka rodzinnych wypadów. Udało nam się ponownie odwiedzić Kraków (bardzo tłoczny i niestety czasem niekoniecznie przyjemny w sezonie urlopowym) oraz wybraliśmy się z przyjaciółmi do Białki Tatrzańskiej. Tam zatrzymaliśmy w przepięknym i stylowym hotelu Bania, który słynie przede wszystkim z term, ale także jest niesamowitym miejscem, nastawionym na umilanie czasu naszym pociechom. Takiego repertuaru rozrywek, miejsc zabaw, boisk sportowych, tyrolek, pojazdów, zjeżdżalni, bawialni, parków linowych i innych cudów jeszcze w życiu nie widziałam. Do tego kino i wodny plac zabaw (tak, wodny), baseny, zjeżdżalnie, fontanny, dmuchawce...nie sposób wszystkiego wymienić. Dzieci latały z zachwytu. My trochę mniej, bo jednak trzeba się było odrobinę za nimi nabiegać ;) Polecam gorąco to miejsce wszystkim rodzinom z dziećmi, ale romantyczne pary także znajdą mnóstwo atrakcji dla siebie w postaci SPA, strefy saun, gorących źródeł itd. Wyborne, świeże i pięknie podane posiłki tylko dopełnią szczęścia. My wybierzemy się jeszcze pewnie nie raz, może zimą, gdyż jest to także, a może nawet przede wszystkim miejsce wprost stworzone dla narciarzy. Stronę hotelu możecie odwiedzić tutaj.





"Powrót do przeszłości" to w tym miesiącu zdjęcie z sierpnia 2015. Nasze buty na plaży były tak wdzięcznym obiektem, że musiałam je sfotografować ;)


I tym wakacyjnym akcentem kończę dzisiejszy post. Wakacje za nami, a nowy rok szkolny stawia kolejne wyzwania. Trzymajcie się ciepło i powodzenia.


Pozdrawiam Was ciepło :)
Bati



środa, 6 września 2017

Breakfast in bed czyli owsiane crumble z leśnymi owocami

Breakfast in bed czyli owsiane crumble z leśnymi owocami

Ach, któż nie lubi śniadania w łóżku? :)

Proszę teraz zamykamy oczy i szybciutko wizualizujemy: śpisz sobie smacznie... nagle do twych nozdrzy dochodzi aromat kawy... otwierasz delikatnie oczy... leniwie się przeciągasz... przez okna sypialni wpadają poranne promienie słońca... na twojej kołdrze ląduje śniadaniowy stolik, a na nim najpyszniejsze, chrupiące, zdrowe i oczywiście jeszcze gorące owoce pod owsianą kruszonką... do tego rzeczona kawa... fajnie co? taki poranek to ja rozumiem :)

W moim przypadku niestety wygląda to nieco inaczej, bo zazwyczaj w łóżku zamiast śniadaniowego stolika lądują dzieci, kawa nie ma szans na wypicie, bo jest rozlana, kruszonka wyjedzona paluchami, a oczu nie otwieram leniwie, bo otwiera je za mnie mój młodszy syn, bynajmniej nie delikatnie ;) Także niech Was nie zwiodą te klimatyczne fotki (były robione po południu ;), jestem Matką-Polką-Blogerką, a "breakfast in bed" to tak za lat 10-15 najprędzej :)

Niemniej jednak owoce pod kruszonką w naszym domu goszczą bardzo często, czy to na podwieczorek, czy na śniadanie, czy w razie niespodziewanych gości. To jeden z prostszych i smaczniejszych wypieków, który możemy przygotowywać w przeróżnych kombinacjach, np. z kruszonką migdałową i jabłkami (przepis tutaj), kokosową i borówkami (przepis tutaj) czy tradycyjną ze śliwkami (przepis tutaj).


Tym razem pokusiłam się o owoce leśne, a kruszonkę zrobiłam owsianą. Chyba nie muszę mówić, że była przepyszna i nawet fakt, że nie zjadłam jej w łóżku, nie umniejszył nic jej doskonałości ;)

Na około 6 porcji będziemy potrzebować:
ok. 500-600 g owoców leśnych (u mnie pomieszane borówki, maliny, jeżyny)
120 g mąki owsianej (może być także np. pszenna pełnoziarnista)
100 g masła + łyżka na wysmarowanie foremek
5 łyżek płatków owsianych
2 łyżki cukru brązowego (można zastąpić ksylitolem)
kropelka lub dwie ekstraktu waniliowego (można pominąć)

Owoce myjemy i nakładamy do wysmarowanych masłem kokilek (lub jednej dużej formy). Z reszty składników zagniatamy kruszonkę, rozcierając produkty między palcami, aż zacznie się "grudkować". Gotową kruszonkę wykładamy na owoce. Pieczemy przez ok. 20-25 minut w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku.

Wyjmujemy z piekarnika, lekko studzimy (bezpośrednio po wyjęciu owoce są wręcz gotujące się, więc trzeba bardzo uważać) i gotowe :)

Teraz tylko wspomniany stoliczek śniadaniowy i myk do łóżka. No chyba, że ktoś dzieli los ze mną, wtedy jemy crumble po kryjomu w kuchni, aby potomstwo nie zauważyło ;)


Swoją drogą taki śniadaniowy stolik to super sprawa. Zawsze wydawał mi się zbędnym przedmiotem w domu, ale powiem Wam szczerze, że jego funkcjonalność naprawdę mnie zaskoczyła. Po pierwsze służy oczywiście do "breakfast in bed" (taaaaaa ;). Po drugie, po złożeniu nóżek staje się zwykłą tacą do przenoszenia posiłków czy do ich serwowania. Po trzecie może nieoczekiwanie zostać także doskonałą zabawką, oj tak, jest idealnym piętrowym parkingiem dla resoraków :) Kolejne zastosowanie, które jest chyba moim ulubionym, to stanowienie wspaniałego tła do wszelkich moich blogowych i instagramowych zdjęć (no przyznajcie, że kawa prezentuje się na nim fenomenalnie). Pewnie w trakcie jego użytkowania znajdę jeszcze kilka innych sytuacji, gdzie będę mogła go wykorzystać.


Taki drewniany stoliczek możecie zamówić sobie tutaj i co najważniejsze, macie możliwość jego spersonalizowania. Do wyboru jest kilka tekstów i rysunków, okraszonych np. Waszym imieniem czy datą urodzenia. Na stronie mygiftdna.pl znajdziecie także mnóstwo innych fajnych pomysłów na spersonalizowane podarunki.
Tak więc jeśli nie macie pomysłu na prezent dla żony, dziewczyny, narzeczonej, mamy, siostry, koleżanki itp., gwarantuję, że ten stolik będzie Waszym wybawieniem. Jeśli jeszcze dodatkowo sami postanowicie zaserwować na nim czy to śniadanie, czy deser, czy cokolwiek innego co Wam wpadnie do głowy, to już w ogóle Alleluja, jesteście boscy :) A moim czytelniczkom proponuję, aby bezczelnie zasugerowały ten prezent, podsyłając swoim ukochanym link do mojego wpisu ;)


Smacznego Kochani, życzę Wam miłego dnia i samych śniadań w łóżku :)
Wasza Bati


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Double Wear vs Provoke - pojedynek podkładów część II

Double Wear vs Provoke - pojedynek podkładów część II

Moje Drogie!

Powracam do Was po wakacjach i mam nadzieję, że w końcu uda mi się publikować posty z rozsądną częstotliwością. Wakacje to trudny okres dla rodziców ;) i wszyscy jesteśmy bardzo wdzięczni, że wreszcie się skończyły ;) :)

Postanowiłam, i to nie bez powodu, odświeżyć jeden z najbardziej popularnych postów na blogu. Jest nim wpis na temat dwóch moich ulubionych podkładów czyli Estée Lauder Double Wear oraz Dr Irena Eris Provoke (znajdziecie go tutaj).
Dlaczego pojawia się nowa wersja postu sprzed kilku miesięcy? Przede wszystkim miałam okazję nieco dłużej potestować drugi z podkładów i odrobinę zmieniłam zdanie na jego temat. Poza tym mam wrażenie, że producent "namieszał coś" w składzie produktu i niestety trochę gorzej się on aktualnie spisuje, przynajmniej na mojej wymagającej cerze. To z resztą nie pierwsza zmiana w kosmetykach Provoke. Producent "ulepszył" także skład sypkiego pudru matującego, dodając do niego połyskujące drobinki. Ja drobinek nie znoszę, gdyż nabłyszczają one moją już i tak mocno święcącą się skórę, w związku z czym puder ten zniknął z mojej kosmetyczki. Wracając do podkładu, nadal uważam, że jest on świetną alternatywą dla wspomnianego Double Wear, jednak czy nadal jest od niego lepszy? Sprawdźmy :)

Przypomnę jeszcze tylko na wstępie, iż oba podkłady są przeznaczone do cer tłustych lub mieszanych, problematycznych, o niejednolitym kolorycie. Są to produkty o właściwościach kryjących, matujących i o bardzo dobrej trwałości. 

Zestawiłam ze sobą oba produkty w 10 kategoriach, nadając im punkty od 1 do 5, gdzie 1 do "klapa" a 5 "rewelka".


Copyright © 2016 Bati RULEZ - Lifestyle blog , Blogger