wtorek, 16 sierpnia 2016

5 powodów dla których nie chciałabym mieć znów 18 lat :)


Jezus Maria mam 38 lat!!!

Jak to? Kiedy to zleciało? No to już jest przesada! To po prostu niemożliwe :) A jednak...
Ale szczerze mówiąc, wcale mnie to nie zajmuje szczególnie, znaczy nie stresuje, tak tylko pod publiczkę panikuję ;) 
Pomyślałam sobie, że właśnie oto upłynęło już 20 lat tej mojej "dorosłości" i jakbym miała możliwość cofnąć się w czasie, by mieć znów 18 lat, to za cholerę bym nie chciała. Może dziwak ze mnie, taki nietypowy egzemplarz, ale ja przez całe swoje życie, odkąd pamietam, dążyłam do stabilizacji, względnego spokoju, nie znosiłam chaosu i niepewności. A takowych okoliczności przyrody niestety we wspomnianym powyżej, słodkim okresie mojego życia nie stwierdzam :) Chyba każdy po głębszym zastanowieniu dojdzie do wniosku, że co jak co, ale jak się ma te 18 wiosen, to w głowie siano, w sercu maj, a to wszystko okraszone problemami rangi no po prostu najwyższej :)
Tylko mi nie mówcie, że nie pamiętacie, że to wcale nie tak, że pięknie było, że co to za problemy?
No to Wam przypomnę, ha! Taka wredna będę :) ps. kolejność przypadkowa.

1. Matura, o mój Boże!!! Co zdawać? I jak to w ogóle ogarnąć, żeby ją zdać? Najlepiej najmniejszym nakładem pracy, szybko, bezboleśnie, minimum na 4, żeby obciachu na świadectwie nie było, bo przecież trzeba je będzie złożyć na uczelni. Ja, jako że w miarę poukładana jestem i byłam, to wiedziałam od dawna co zdawać, żeby sobie nie robić pod górkę (bo przecież nie historię, o której pojęcia nie mam) i żeby zadowolić przyszłą komisję rekrutacyjną na uczelni. Oporna na wiedzę również nie byłam, uczyłam się sporo, więc niby zagrożenie złymi ocenami nie występowało. Niemniej jednak pamiętam ten okres jako koszmarnie stresujący, okupiony nieprzespanymi nocami i migreną. Na pewno nie chciałabym przeżywać go ponownie, choć oczywiście wszystko rewelacyjnie mi poszło i świadectwo miałam baaaaardzo :)

2. A co po tej maturze nieszczęsnej? Jaka uczelnia? Czy na pewno dobrze wybrałam? Jakie będę miała potem możliwości? Jakie perspektywy? Czy taki kierunek będzie mi bliski? Czy w ogóle zdam egzaminy? Czy mnie przyjmą? A może jednak ten sam kierunek na innej uczelni, bo tam łatwiej się dostać? Milion pytań, zero odpowiedzi...znów chaos i nerwy. Oczywiście ostatecznie dobrze wybrałam i kierunek, i uczelnię, i zdałam egzaminy wstępne z 97 punktami na 100 możliwych, i mnie przyjęli, choć czterech kandydatów o jedno miejsce się ubiegało, i studia fantastyczne były i pracę mi dały. No cud miód generalnie.

3. Matko jedyna, co tam matura, co tam moja przyszłość, jak ja wyglądam? Zabierzcie wszystkie lustra, natychmiast! Nie ta figura, nie te nogi, włosy, tyłek, ciuchy, nie to wszystko do ciężkiej cholery! Po prostu "badeverythingday", everyday. Choć 18 lat to ten moment, gdzie już powoli wyrastamy z kompleksów wieku nastoletniego, to jednak ja je pamiętam. I tak się sobie dziwię trochę, bo patrząc na zdjęcia nie miałam raczej powodów do narzekania, ale ówczesna Bati miała zgoła inny ogląd sytuacji.

4. Te kłopoty sercowe...no tu to można epopeję napisać :) Przecież w tym wszystkim musi być być miejsce dla Niego. Tylko czy On to właśnie Ten, czy może jednak Tamten. A czy ja będę dla Niego tą Nią, tą jedyną, czy Ona, ta inna w sensie zajmie moje miejsce? Te romanse, mezalianse, intrygi, podchody, kombinacje alpejskie...uff, szczęśliwie to już dawno temu i nieprawda. Happy end prawdziwie hollywood'zki :)

5. Ci rodzice, to się chyba z choinki urwali, albo przynajmniej z byka spadli, przecież ja dorosła jestem, a oni mi tu z butami, w moje życie!!! Któż tak nie myślał. Ja codziennie. A czy oni racji nie mieli? Bezdyskusyjnie mieli, tylko do tego dochodzi się jakieś 5 do 10 lat później :) ten punkt dotyczy większości dorosłych, nie tylko rodziców :)

I mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, bo pamięć dobrą mam, mimo wieku ;) 

Nie przeczę, to oczywiście także fantastyczny okres w moim życiu, bo te szalone imprezy, wyjazdy, mimo wszystko beztroskie chwile, te przyjaźnie na całe życie, ta wolność niczym nie skrępowana, bo już dorośli jesteśmy (przynajmniej tak nam się wtedy wydawało :) ), te spotkania i randki, te kretyńskie pomysły, nie zawsze dobrze się kończące, ale jakże ekscytujące, ta adrenalina nonstop. Hulaj dusza, piekła nie ma!!!

Ale mimo wszystko nie, nie zamieniłabym tego, co mam teraz na powyższe. 
Czy jestem zgredem i nudziarą? Bynajmniej! Nikt mi jeszcze nie zarzucił ;) Bardzo dużo dzieje się w moim życiu, otacza mnie spore grono znajomych i przyjaciół, dzieci nie pozwalają mi się nudzić, poczucie humoru dopisuje, odnalazłam nowe pasje, odkrywam nieznane mi do tej pory tereny.
Czy czuję się "na 38 lat"? A co to znaczy? Bo jeśli to, że wiem, czego chcę od życia, że poukładałam sobie wszystko w głowie, że jestem odpowiedzialna, lojalna i nie mam ochoty na cotygodniowe emocjonalne trzęsienie ziemi, to tak, czuję się :)
Czy jak patrzę w lustro, to chciałabym może jednak te 18 lat mieć? No tu bym nie protestowała szczególnie :) Choć jak zafarbuję siwe włosy, nałożę trochę korektora, a dr Basia wybieli moje przebarwienia, to tragedii nie ma. Jakbym jeszcze te ostatnie pociążowe kilogramy zrzuciła, to już w ogóle bajka :) 

A tak na poważnie, to nie oddałabym mojej rodziny, domu, otoczenia, przyjaciół i tych wszystkich doświadczeń, tej mądrości życiowej, dzięki której jestem właśnie tu i teraz...nie zamieniłabym się z tą Bati, sprzed 20 lat :) 

A Wy? Chcielibyście mieć znów 18 wiosen?

Pozdrawiam ciepło!
Bati






2 komentarze:

  1. Bardzo sympatycznie, z humorem napisałaś... Zgadzam się z Tobą, ja tam też nie tęsknię za życiem osiemnastolatki. Cenię stabilizację, życie rodzinne, poczucie bezpieczeństwa i stałości (względnej). Pewnie, że gdy patrzę w lustro widzę oznaki czasu, ale mimo wszystko teraz lepiej czuję się w swojej skórze niż jako "osiemnastka" ;)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło że podzielasz moją opinię. Dziękuję za komentarz :) Pozdrawiam ciepło i zapraszam ponownie :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bati RULEZ - Lifestyle blog , Blogger