środa, 28 czerwca 2017

Opalanie natryskowe - nie taki diabeł straszny ;)


Dzień dobry :)

Kochani, lato w pełni! Temperatury fantastyczne, słonko operuje, truskawki czerwone do granic możliwości, wakacje za pasem :) Żyć nie umierać :)
Tylko...no właśnie, z tym słonkiem to różnie bywa. Jedni mogą zażywać kąpieli słonecznych od rana do wieczora, inni wręcz przeciwnie. Słońce wywołuje u nich oparzenia, podrażnienia, alergie i inne nieprzyjemne dolegliwości. Co począć w takie sytuacji? Przede wszystkim unikać słońca w szczytowych godzinach, czyli między 11 a 16. Po drugie zaopatrzyć się w porządne kremy z filtrem przeciwsłonecznym (zachęcam do przeczytania tego postu). Jeśli dręczą Was, tak jak i mnie posłoneczne wysypki, to pić dobrej jakości wapno dla alergików. A jeśli to wszystko nadal jest niewystraczające, a opalenizna przecież tak cudowna i tak bardzo chcielibyśmy choć trochę jej zakosztować, to mam dla Was świetną propozycję :)
Opalanie natryskowe :) Nie, nie, nie, wcale nie chodzi mi tandetną opaleniznę w kolorze dojrzałej pomarańczy, tudzież marchewki, z paskudnymi smugami i plamami, nie tylko na ciele, ale i na odzieży. Możecie zapomnieć o tych wszystkich stereotypowych opiniach, jakie niejednokrotnie słyszeliście na temat sztucznej opalenizny. Przetestowałam na własnej skórze i powiem Wam szczerze, że jeszcze nigdy nie opaliłam, się tak szybko, tak równomiernie i tak komfortowo :)

Dzięki przemiłej Oli z opalamsiezdrowo.pl (więcej informacji kontaktowych możecie znaleźć na końcu postu) mogłam zasmakować pięknej, złotej i przede wszystkim zdrowej opalenizny.
Ola, jako ekspertka od opalania natryskowego współpracuje z marką Fake Bake.
Kosmetyki tej marki są znane i uwielbiane przez celebrytów na całym świecie. Fake Bake to nie tylko produkty do opalania natryskowego, ale także kosmetyki samoopalające do samodzielnej aplikacji, balsamy brązujące i nawilżające, mgiełki, peelingi itp. Produkty mają bezpieczne składy oraz formuły zapewniające równomierną opaleniznę, bez smug i zacieków w odpowiednio dobranym do karnacji odcieniu, bez ekspozycji na szkodliwe promienie UV.


Jak wygląda sam zabieg i jak powinnyśmy postępować przed nim, w trakcie i po wykonaniu opalania?

Przed samym zabiegiem Ola (lub inna Wasza ekspertka) przeprowadzi z Wami krótki wywiad, który ma na celu poinformowanie Was o wszelkich możliwych aspektach opalania, wykluczy ewentualnie przeciwskazania do zabiegu (np. oparzenia słoneczne, alergie skórne itp.) oraz pozwoli dobrać odpowiedni preparat do aplikacji na Waszą skórę. Mamy do wyboru 4 rodzaje płynów opalających:
ORIGINAL (karnacja jasna i średnia) – idealny dla klientów oczekujących naturalnej, wakacyjnej opalenizny;
GOLD (karnacja jasna i średnia) – najwyższa jakość płynu wzbogacona o antyoksydanty i nawilżacze, efekt złocistej i delikatnej opalenizny;
DARKER – karnacja średnia i ciemna – stworzony z myślą o tych, którzy uwielbiają mocną opaleniznę;
60 MINUTES – karnacja jasna, średnia i ciemna – ten płyn pokochają klienci, którzy cenią sobie swój czas i prowadzą aktywny styl życia

Ja jako osoba o ciemniejszej karnacji wybrałam płyn ORIGINAL i to była bardzo dobra decyzja :)


Następnie należy wykonać dokładny peeling całego ciała, aby pozbyć się martwego naskórka, który mógłby spowodować nierównomiernie opalenie skóry, bądź skrócić okres utrzymywania się opalenizny. Peeling można wykonać samemu lub zrobi to Ola specjalistycznym preparatem Fake Bake Body Polish. Dobrze byłoby, aby ciało było wydepilowane, nie tylko ze względów estetycznych, ale i praktycznych ;)

Potem następuje najciekawszy moment wizyty Oli, a mianowicie rozstawienie namiotu do opalania :) Powiem Wam, że robi wrażenie. Moje dzieci były zachwycone i ledwo powstrzymałyśmy je od wpakowania się do niego i urządzenia tam pikniku życia :)


Następnie przyklejamy sobie do stóp (a właściciele do podeszw) specjalne jednorazowe nakładki, które chronią nasze stopy przed zafarbowaniem i możemy zaczynać. Ola zabezpiecza jeszcze preparatem nawilżającym wrażliwe i przesuszające się miejsca na naszym ciele (łokcie, kolana itd.) i start :)
Samo opalanie trwa ok 10 minut. Robimy różne śmieszne figury w tym namiocie i po wszystkim ;) Sam preparat jest chłodny, zabieg odczuwamy jak spryskiwanie delikatną mgiełką o zapachu kokosa. Dla mnie bomba :) I tutaj kolejny plus dla marki Fake Bake. Produkty pachną delikatnie, kokosowo właśnie. Absolutnie nie ma tu mowy o wstrętnym smrodzie samoopalacza. Osoby o wrażliwym węchu mogą go delikatnie poczuć przy zmywaniu preparatu, ale to naprawdę nie jest uciążliwe.
Bezpośrednio po zabiegu zakładamy ciemne i luźne ubrania (ja założyłam ubrania męża :), najlepiej z długim rękawem i nogawką. Preparat do momentu zmycia może delikatnie brudzić ubrania oraz niechcący możemy go zetrzeć. Dlatego takie środki zapobiegawcze. W zależności od wybranego preparatu i karnacji, zmywamy go po 60 minutach albo nawet po 8 godzinach. Używamy bieżącej wody, ewentualnie bardzo delikatnego płynu. Zabronione jest mydło i żel pod prysznic (oczywiście tylko przy tym pierwszym prysznicu :)
Po zabiegu opalania natryskowego bardzo ważne jest nawilżanie skóry. Jako posiadaczka tłustej skóry prawdę mówiąc wcale nie musiałabym używać balsamów. Robię to dość rzadko i korzystam z tzw, balsamów pod prysznic. Natomiast po opalaniu moja skóra wołała o balsam. Dlatego też aplikowałam go dwa razy dziennie.
I tu dochodzimy do sedna, jak dbać o opaleniznę. Właśnie przede wszystkim mocno nawilżać skórę, nawet 2-3 razy dziennie. Po ok. 5-7 dniach wykonajmy peeling całego ciała, który złuszczy martwy naskórek i odświeży odcień. Nie używajmy agresywnych kosmetyków, nie trzyjmy ciała ręcznikiem, unikajmy chlorowanej wody. Te wszystkie zalecenia pozwolą nam cieszyć się piękną, złotą opalenizną, bez smug i plam.

Moja opalenizna przetrwała 10 dni. Przez pierwszych 7 była idealna, równomierna i miała cudowny odcień. Mniej więcej 8 dnia zaczęła delikatnie blednąć i w newralgicznych miejscach (pod pachami i na wewnętrznej stronie ud) zaczęły pojawiać się nieco ciemniejsze plamy. To normalny proces, w tym miejscu ciało ociera się o siebie i może się taka sytuacja wydarzyć. Peeling skutecznie radzi sobie z tym problemem. Poniżej kawałek mojego prawie 40-letniego brzucha ;)


Reasumując, ja bardzo taki zabieg polecam. Czy to na imprezę, czy wesele, czy po prostu gdy mamy ochotę pięknie wyglądać. Opalenizna wygląda zdrowo, nasza sylwetka jest optycznie smuklejsza, a letnie sukienki pięknie się na niej prezentują. Bardzo ważnym aspektem opalania natryskowego jest także to, że możemy je wykonać w domowym zaciszu, gdzie czujemy się bezpiecznie i komfortowo. Istotna jest także postawa ekspertki od opalania, która swoim profesjonalnym podejściem, powinna sprawić, że sam zabieg będzie miłą i relaksującą dla nas chwilą. Ola sprawdza się w tej sytuacji znakomicie :) Absolutnie nie ma mowy o żadnym skrępowaniu czy wstydzie, wszystko przebiega sprawnie i z zachowaniem szacunku do naszej intymności. 


Wszelkie informacje na temat opalania i kontakt do Oli znajdziecie tutaj i tutaj.

A ja ze swojej strony mam dla Was rabat na pierwszy zabieg opalania natryskowego u Oli. Na hasło "batirulez" otrzymacie 15% zniżki. Musicie to wykorzystać :)

Pozdrawiam Was gorąco!
Bati



23 komentarze:

  1. Fajna opcja, masz przynajmniej pewność, że nie będzie zacieków :) jeszcze nigdy nie korzystałam z takiego opalania, ba- ja nawet na solarium nie byłam :D A taki namiot możesz kupić dzieciom w Decathlonie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Solarium szkodliwe, więc się nie wybieraj nawet. A to fajna opcja na kilka dni i ekspresowe tempo nabierania koloru :) Chyba się wybiorę do Decathlonu ;) :)

      Usuń
  2. Opalanie natryskowe to super sprawa, szczególnie jak ktoś się nie lubi opalac :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nie lubi bądź nie może ze względów zdrowotnych :)

      Usuń
  3. Coś dla mnie, nie mogę leżeć długo na słońcu, bo strasznie mnie boli głowa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam gorąco, tutaj ból głowy nie grozi :)

      Usuń
  4. Ja chyba na opalanie natryskowe bym się nie zdecydowała z uwagi na skrępowanie właśnie. Chyba wolę "liznąć" prawdziwego słonka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest źle, jeśli Pani jest fajna i zostajesz w bieliźnie, to skrępowanie znika. Ja także do ekshibicjonistek nie należę, a tutaj czułam się komfortowo :)

      Usuń
  5. Widziałam już u kilku dziewczyn, efekt jest naprawdę świetny, wygląda naturalnie. Ale nie czułabym się komfortowo, gdyby to jakaś osoba wykonywała taki zabieg. ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz zostać w bieliźnie. Panie mają ze sobą jednorazową, taką z fizeliny, albo zakładasz swoją, preparat się spiera bez problemu :)

      Usuń
  6. bardzo ładny efekt zwłaszcza gdy ja np. źle reaguję na słońcę, łatwo się spalam i przesuszam sobie skórę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to idealny zabieg dla Ciebie :) tylko pamiętaj o mocnym nawilżaniu, skoro masz tendencję do przesuszania skóry. Wtedy opalenizna dłużej się utrzyma :)

      Usuń
  7. Ja to jestem salamandra i uwielbiam sie wygrzewac na słoneczku;) może i nie zdrowo. Ale lubię. Inaczej mam stany prawie depresyjne;) ale ja mam taką karnację, że szybko wyglądam jak mulatka;)
    Ale brzucha to zazdroszczę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja po posmarowaniu się kremem opalam się także bardzo szybko i od razu na brąz, z wyjątkiem twarzy. Tu plama na plamie, więc niestety nie opalam wcale. Kocham słońce, ale z umiarem korzystam z kąpieli słonecznych :) Brzucha nie ma co zazdrościć, po dwójce dzieci daleko mu do doskonałości ;)

      Usuń
  8. Zdecydowanie warto opalać się z głową, bo później możemy tego żałować. Natryskowego opalania nie testowałam, ale po Twoim wpisie z chęcią się wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moja rekomendacja Cię zachęciła :)

      Usuń
  9. Latem korzystam tylko ze słońca, ale jak słońca brakuje zima, to lubię natryskowe opalanie - wygodne i równomiernie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, w życiu nie byłam tak równomiernie brązowa :)

      Usuń
  10. Świetna alternatywa dla solarium. Nie jest tak inwazyjna dla skóry. Musze koniecznie spróbować w zimie :). Na razie korzystam ze słońca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porównaniu do solarium to wręcz nieinwazyjna ;) po 10 dniach nie ma śladu po produkcie, nie mówiąc już o skutkach ubocznych. Polecam gorąco :)

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem jak najbardziej za. Za zwykłym opalaniem nie przepadam, solarium też do mnie nie przemawia - obawiam się chorób skóry. Zostaje samoopalacz bądź właśnie opalanie natryskowe. Co by nie mówić, to naprawdę wygodna metoda! Zresztą sama o takich sposobach na opaleniznę pisałam ostatnio u siebie na blogu. W wolnej chwili zapraszam, no i pozdrawiam gorąco! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również serdecznie pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń

Copyright © 2016 Bati RULEZ - Lifestyle blog , Blogger